Wydawnictwo Poltext

Najlepsze źródło wiedzy

przejdź do koszyka

Twój koszyk

pusty

Strona główna»Recenzja

Newsletter

Nasi partnerzy

Recenzja

Oględziny zwłok i miejsca ich znalezienia

Monika Całkiewicz

Recenzja:

„Postulat ten wydaje się być trudny do zrealizowania” – mam wrażenie, że to zdanie najczęściej pojawia się w książce Moniki Całkiewicz „Oględziny zwłok i miejsca ich znalezienia”. Występuje ono co prawda w różnych wariantach, ale sens każdego jest właściwie ten sam: albo się czegoś nie da zrobić, albo się tego nie robi.

Oględziny zwłok i miejsca ich znalezienie to pierwszy i prawdopodobnie najważniejszy etap każdego śledztwa. To właśnie wtedy zbiera się informacje, które później pozwalają stwierdzić: kiedy nastąpił zgon, jaka była jego przyczyna, czy miejsce znalezienia zwłok jest miejscem zabójstwa, w jaki sposób przebiegało zdarzenie plus tysiąc mniej lub bardziej znaczących szczegółów, które później mogą się okazać wyjątkowo istotnymi. Podobno najważniejszą przyczyną niewykrycia sprawców  są właśnie błędy w zbieraniu dowodów w miejscu przestępstwa lub wadliwe przeprowadzenie całej procedury. Czytając książkę pani Całkiewicz, jestem zgodny w to uwierzyć. Autorka opisuje bowiem policjantów, którzy nie znaleźli ciała noworodka ukrytego pod odwróconym wiadrem; śledztwa, w których nie zbadano miejsca popełnienia zbrodni (ograniczając się do miejsca odnalezienia zwłok); liczne przekłamania i błędy w protokołach. Byłbym w stanie te wszystkie przypadki zrozumieć i nawet usprawiedliwić (wiadomo, że w każdej dużej organizacji dochodzi prędzej czy później do różnych kuriozalnych sytuacji), gdyby nie przytaczane statystyki. Autorka zadała sobie bowiem trud, żeby swoją pracę oprzeć na aktach 150 postępowań z rejonu Warszawy. I tak, w 31 proc. przypadkach oględzin nie ujawniono żadnych śladów i dowodów rzeczowych. Żadnych, zero, null. To tak jakby w niemal jednej trzeciej spraw policjanci stanęli do pojedynku z zabójcą doskonałym, który nie pozostawia najmniejszego nawet śladu.  Idziemy dalej, w 90 proc. przypadków nie ujawniono śladów linii papilarnych, a zaledwie w 1,5 proc. zabezpieczono  ślady traseologiczne (ślady stóp i butów. Dzięki nim można w sprzyjających warunkach określić np. typ i rozmiarów butów noszonych przez sprawcę, jego przybliżony wzrost i wagę) . Kodeks Postępowania Karnego przewiduje, że w każdych oględzinach zwłok musi uczestniczyć lekarz (najlepiej biegły sądowy z zakresu medycyny sądowej, ale nie jest to wymagane) oraz prokurator. Jak jest w rzeczywistości Lekarza prawie nigdy nie ma (według autorki w roku 2010 policja warszawska  współpracowała tylko z jednym lekarzem!), prokuratorzy uczestniczyli tylko w 16,5 proc. badanych spraw!  To pokazuje totalne rozminięcie się litery prawa z praktyką.

Uwielbiam takie książki jak „Oględziny zwłok i miejsca ich znalezienia”. Pomimo akademickiego tytułu to rzecz, którą bardzo płynnie się czyta, a równocześnie dostarcza ona potężną pigułę wiedzy na dany temat. Takich książek, nie tylko z dziedziny kryminalistyki, niestety nie ma zbyt wiele. Dostajemy albo rozwlekłe, ciężkostrawne kobyły, albo pozycje w gruncie rzeczy infantylne. Oba typy skupiają się na teorii, pokazując nie jak świat wygląda, ale jak powinien wyglądać. A to już przecież wiemy. Powinno być tak jak w serialach spod marki CSI. W rzeczywistości jednak, tak jak pisze pani Całkiewicz, postulat ten wydaje się być trudny do zrealizowania.

Zajrzyj na blog Wojciecha Chmielarza

Wojciech Chmielarz, autor powieści kryminalnych
Blog Cała Reszta: chmielarz.blox.pl/html
Przejdź do książki: Oględziny zwłok i miejsca ich znalezienia