Wydawnictwo Poltext

Najlepsze źródło wiedzy

przejdź do koszyka

Twój koszyk

pusty

Strona główna»Recenzja

Newsletter

Nasi partnerzy

Recenzja

Solidarność w opozycji. Dziennik 1993-1997

tom 2

Waldemar Kuczyński

Recenzja:

Na tę książkę warto znaleźć czas. Bo takiego opisu kulis historii najnowszej jeszcze nie przedstawiano. Waldemar Kuczyński nie ma tu konkurentów. Trudno zresztą o takich, bo w jednym ciele Kuczyńskiego są aż trzy dusze. Polityka, z ideowego wyboru, eksperta z wykształcenia i niepokornego publicysty. Siadając do lektury jego dzienników z lat 1993-1997, trzeba o tym pamiętać, bo są to zapisy niezwykle osobiste. Ostre i barwne. Bez retuszu, choć dotyczą ludzi ze środowiska politycznego, które mimo często zjadliwej krytyki było mu najbliższe. Widać, że autor ma w szufladach unikatowe materiały, bo od 1989 aż do 2001 r. prowadził zapiski. Skorzystał z nich, wydając tom I, "Solidarność u władzy", i teraz w tomie II - "Solidarność w opozycji". Szef doradców premiera Mazowieckiego i jeden z jego najbliższych współpracowników był aktywnym uczestnikiem wielu opisywanych wydarzeń. Z pasją, bez lukrowania i pomijania niewygodnych spraw, skrupulatnie opisuje, co kto powiedział i jak się zachował. Ma oczywiście swoje sympatie, choć to słowo w polityce nie za dużo znaczy, ma też szczególny stosunek do Tadeusza Mazowieckiego. Widać to, gdy przytacza słowa Bronisława Geremka, który powiedział mu kiedyś, że z wyraźną przyjemnością patrzy na jego postępowanie. W którym jest rzadka wierność, ale i trzymanie się zasad. Sądzę, że gdyby szukać motta życiowego Kuczyńskiego, to te słowa byłyby mu chyba bardzo bliskie. Cytuję tu Geremka, o którym autor w tej samej książce pisze, że szczodrze obdarza wszystkich swoją nerwowością i rozlataniem, a zarazem "ma obyczaje pruskiego sierżanta stawiającego współpracowników na baczność". Na stare konflikty Geremka z Mazowieckim nakładają się nowe, choćby Rokity z Frasyniukiem czy lewicy Unii Wolności z prawicą.
O temperaturze ówczesnych wydarzeń świadczy choćby taki fragment: "Janek Rokita wykłada swój pogląd na polskie społeczeństwo: brudny i leniwy chłop, nie mniej leniwy i rewindykacyjny robotnik, wszystko ciemne, bez państwowego instynktu, masa do rządzenia twardą ręką".
Mówi się, że idąc do restauracji, lepiej nie zaglądać do kuchni. Podobnie, jeśli nie gorzej, jest z polityką. Zaglądając za jej kulisy, pozbywamy się złudzeń. I dobrze. Bo niczego sensownego nie da się zbudować na propagandzie i grach partyjnych. Społeczeństwo informacyjne ma sens, jeśli ma wiedzę. Opiera się bowiem na rozumieniu mechanizmów i gry interesów. Po lekturze dzienników Kuczyńskiego lepiej zrozumiemy nie tylko, dlaczego tak ważnego środowiska jak Unia nie ma już w wielkiej polityce, lecz także, dlaczego polska polityka tak bardzo, niestety, odstaje od potrzeb czasu. I od oczekiwań obywateli.

Jerzy Domański
Tygodnik Przegląd 4-10.02.2013
Przejdź do książki: Solidarność w opozycji. Dziennik 1993-1997