Wydawnictwo Poltext

Najlepsze źródło wiedzy

Strona główna»Recenzja

Newsletter

Nasi partnerzy

Recenzja

Sukcesja w rodzinie biznesowej

Spojrzenie praktyczne

Tomasz Budziak

Recenzja:

Operacja sukcesja
Znalezienie następcy w rodzinnej firmie to największe wyzwanie. Porażka kończy się upadkiem biznesu, jednak u nas mało kto zaprząta sobie głowę przygotowaniem sukcesji – mówi Tomasz Budziak


Z TOMASZEM BUDZIAKIEM ROZMAWIA RAFAŁ WOŚ

Zna pan przysłowie: senior rodu buduje biznes, dzieci przepuszczają pieniądze, wnuki zaczynają od początku?
To powiedzenie obecne jest w wielu językach. Słyszałem je po francusku, angielsku, niemiecku czy włosku. W Afryce brzmi: ojciec karmi krowę, syn doi, wnuk zarzyna. To powiedzenie sygnalizuje poważny problem, może jeden z najpoważniejszych w prowadzeniu biznesu: jak przeprowadzić firmę przez nieuchronne i poważne turbulencje związane ze zmianą generacyjną. One powaliły już niejedno rodzinne przedsięwzięcie. A przecież firmy rodzinne to w Polsce zdecydowana większość wszystkich biznesów.
Czy takie turbulencje muszą nadejść?
Są wbudowane w samo sedno przedsiębiorczości. Typowa rodzina biznesowa wygląda następująco: na samym początku jej twórca łączy zakładanie firmy i zakładanie rodziny. Jego dzieci widzą, jak majątek przyrasta i skąd się bierze. Ale dla wnuków bogactwo jest czymś normalnym. Często mają poważne problemy ze zrozumieniem, skąd się wzięło, dochodzi do tego też odrobina buntu, by iść własną drogą. Może być również tak, że następcy mają do robienia biznesu dużo mniejszy talent niż rzutki senior. To wszystko przykłady najprostsze. Bo są jeszcze historie bardziej poplątane.
Rozwody, nieślubne dzieci?
Weźmy chociażby listę dziesięciu najbogatszych Polaków. Wśród nich bodaj czterech dokonywało poważnych zmian w życiu prywatnym. Kiedyś ze względów kulturowych takie rzeczy były niemożliwe lub bardzo utrudnione, dziś rozwody są akceptowane. Jednak na takich przetasowaniach firmy nie wychodzą najlepiej. Doskonały przykład to historia założyciela ITI Jana Wejcherta, który miał cztery żony i pięcioro dzieci. Najmłodsza z małżonek jest pokoleniowo zbliżona do jego najstarszego syna. Już sam splot tych czynników sprawił, że sukcesja w tej familii od początku była zadaniem wyjątkowo trudnym. Po śmierci seniora w 2009 r. rozpoczęła się walka o sukcesję w koncernie, która została przeprowadzona nie w interesie firmy i rodziny, lecz poszczególnych spadkobierców. Syn Łukasz Wejchert wziął część firmy, wdowa pani Aldona została na swoim kawałku. Resztę trzeba było spłacać. ITI musiało w tym celu się zadłużać, tracąc biznesową tożsamość i dopuszczając do interesu graczy z zewnątrz. Na tym wszystkim stracili nie tylko sami Wejchertowie, lecz także rodzina Walterów, którzy stali się klasycznym przykładem tzw. osieroconego wspólnika, który dostaje rykoszetem z powodu zawirowań, na które nie ma większego wpływu. A przecież odejście Jana Wejcherta nie było nieoczekiwane, bo wiedział o poważnej chorobie od lat.

(cd. Dziennik Gazeta Prawna, Magazyn, 16 listopada 2012 roku)

Rafał Woś
Dziennik Gazeta Prawna Magazyn
Przejdź do książki: Sukcesja w rodzinie biznesowej