Wydawnictwo Poltext

Najlepsze źródło wiedzy

Strona główna»Recenzja

Newsletter

Nasi partnerzy

Recenzja

Solidarność w opozycji. Dziennik 1993-1997

tom 2

Waldemar Kuczyński

Recenzja:

Warto czytać Waldemara Kuczyńskiego. Jako publicysta jest przewidywalny do bólu, ale pisze wprost to, co inni komentatorzy i politycy bliskich mu formacji wyrażają w sposób zawoalowany

Tym bardziej warto czytać jego wspomnienia, bo Kuczyński – wieloletni działacz Unii Demokratycznej i Unii Wolności, doradca premierów Mazowieckiego i Buzka – nie tylko wiele wie o kuchni polityki, ale też chętnie o niej opowiada, nie żałując czytelnikom pikantnych szczegółów. W tym także tych, które pokazują jego dawną partię w bardzo złym świetle. Wydany właśnie kolejny tom wspomnień Kuczyńskiego z czasów III RP pt. „Solidarność w opozycji" opowiada o czasach od końcówki rządu Hanny Suchockiej niemalże do powołania koalicji AWS–UW.

Partia ludzi rozumnych – tym przydomkiem chętnie afiszowała się Unia Demokratyczna i jej ideowa spadkobierczyni Unia Wolności. Waldemar Kuczyński obserwował oba te ugrupowania od wewnątrz i widział raczej kłębowisko żmij czy (wedle słów jego samego) Sicz Zaporoską: grupę ambicjonerów marzących tylko o tym, aby partyjnemu koledze nadepnąć na odcisk i wiecznie przeciw sobie nawzajem spiskujących. Ludzi, dla których nawet ważne wydarzenia w państwie są – przynajmniej tak wynika z relacji Kuczyńskiego – jedynie okazją do wewnątrzpartyjnych przepychanek.

Najważniejszym punktem odniesienia dla Waldemara Kuczyńskiego jest rzecz jasna jego polityczny patron i przyjaciel – Tadeusz Mazowiecki. Cała sympatia, jaką autor książki darzy swojego mentora, nie powstrzymuje go jednak od portretowania pierwszego premiera III RP jako człowieka – delikatnie mówiąc – nadmiernie wrażliwego na  punkcie swojej osobistej pozycji. Gdy przed wyborami 1993 roku pojawia się pomysł koalicji wyborczej UW–  KLD Mazowiecki nie stawia warunków politycznych, ale ambicjonalne – zgadza się na rozmowy, ale pod warunkiem, że publicznie poprosi o nie Donald Tusk, a następnie upiera się, aby to lider KLD pierwszy do niego zadzwonił. Nieustannie z czegoś niezadowolony, obraża się na swoich kolegów z władz UW, podejrzewa ich o spiski i o nielojalność. Zresztą niebezzasadnie.

Tadeusz Mazowiecki jest w ciągłym starciu z Bronisławem Geremkiem  – konflikt tych dwóch unijnych tuzów jest zresztą główną osią wspomnień Waldemara Kuczyńskiego. Wzajemna niechęć istniała przynajmniej od czasów Okrągłego Stołu, a wzmocniło ją powołanie rządu Mazowieckiego. Geremka bardzo zabolało, że nie został wtedy premierem i „największy prezent dla ludzi jego pokolenia jego ominął". Potem „wziął rewanż na Tadeuszu i odstawił go skrupulatnie od wpływu na rząd Suchockiej". Obaj panowie najwyraźniej szczerze się nie znosili i czasem – można mieć wrażenie – po prostu robili sobie na złość. A opisywane przez prasę różnice ideowe nie tylko nie miały zasadniczego znaczenia, ale wydają się – po lekturze wspomnień Kuczyńskiego – w dużej mierze wymyślone na użytek mediów.

Bronisław Geremek jawi się w książce „Solidarność w opozycji" jako polityk wyjątkowo cyniczny. Znamienna jest scena, gdy profesor jako szef sztabu wyborczego UD załatwia z kręgów biznesowych pieniądze na kampanię wyborczą. Przedsiębiorcy w zamian za dofinansowanie „partii ludzi rozumnych" żądają wstawienia na listy Unii Marka Goliszewskiego, szefa Business Center Clubu. Geremek odrzuca początkowo ten pomysł (Kuczyński jako argument przeciw szefowi BCC powtarza pogłoskę, że jest on synem „chyba wiceministra MSW za komuny"). Kiedy jednak okazuje się, że biznesmeni stawiają ultimatum w sprawie Goliszewskiego i finansowania kampanii, szef sztabu UD zmienia front i przeforsowuje wstawienie go na listę – mimo protestów kolegów, którzy uważają, że partia „kupczy mandatami" (ostatecznie szef BCC wycofał swoją kandydaturę, uznając, że miejsce, które gotowa jest dać mu Unia, nie gwarantuje wejścia do Sejmu).

Równie ciekawy jest opis wewnątrzpartyjnych zabiegów politycznych z 1995 roku zmierzających do obalenia szefa Unii Wolności Tadeusza Mazowieckiego i obsadzenia na jego miejscu Leszka Balcerowicza. Operację tę promuje Aleksander Smolar, szef Fundacji im. Batorego, zazwyczaj występujący w mediach w roli bliskiego partii subtelnego intelektualisty. Tu jest bezwzględnym politycznym graczem. „Intensywnie knuje" przeciw Mazowieckiemu motywowany głównie „pretensjami osobistymi" – dotychczasowy lider UW nie słuchał rad Smolara i za rzadko się z nim spotykał – ostatni raz „wiele miesięcy temu".
Kuczyński chętnie opisuje także światek dziennikarski kłębiący się wokół UD i UW. Z nazwiska wymienia dziennikarzy i dziennikarki, którzy wspierają jego ugrupowanie w mediach, opisuje nawet zabawną scenkę, gdy jednej z „zaprzyjaźnionych" żurnalistek podczas konferencji prasowej Tadeusza Mazowieckiego sufluje korzystne dla byłego premiera pytania.

Z pomniejszych ciekawostek: Kuczyński w swojej książce zamieszcza reprodukcje bazgrołów Donalda Tuska i Jana Rokity, namazane podczas politycznych obrad. Jak pisze, „zgarnął" je ze stołów. Analiza tych rysunków dokonana przez grafologów i psychologów na pewno byłaby frapująca.

Takich i innych smaczków jest we wspomnieniach Kuczyńskiego wiele, dlatego zarówno dla dziennikarzy, jak i dla historyków III RP książka ta jest źródłem bezcennym. Jak również dla przeciwników politycznych, którzy wiele razy znajdą tu dowody, że partia ludzi rozumnych była w rzeczywistości partią cynicznych ambicjonerów. Gdy powiedziałem autorowi, że zdemaskował wszystkie złe cechy swojego ukochanego ugrupowania, odparł, że we wszystkich partiach jest tak samo. Być może. Ale nie każda partia ma swojego Kuczyńskiego.  I nie każda miała publiczny wizerunek tak odległy od tego, co działo się na jej zapleczu".

Waldemar Kuczyński, „Solidarność w opozycji. Dziennik 1993–1997", Wydawnictwo Poltext 2012

Dominik Zdort
Rzeczpospolita, Plus Minus
Przejdź do książki: Solidarność w opozycji. Dziennik 1993-1997